Mam za sobą ponad 15 lat pracy jako grafik.
Moją pierwszą stronę internetową projektowałam jeszcze na szerokość monitora 800 px. To były te monitory z „tyłkiem”. Tak dawno to było. Przez te lata zrobiłam mnóstwo stron dla różnych firm, instytucji i biznesów. Zbierałam materiały, układałam ofertę, pilnowałam czytelności, estetyki i porządku. Z czasem doszło SEO, UX, UI i cała reszta.
Ale ostatnio poczułam, że robię dobrą robotę, a jednak coś mi umyka. Coś, co kiedyś było, a gdzieś po drodze zniknęło.
Pomyślałam: czym właściwie jest firma? To tylko logo, oferta i usługi? Co to jest za twór? Co chce przekazać? Dlaczego ktoś w ogóle zakłada własny biznes? Oczywiście chce zarabiać, ale czy tylko o to chodzi? Co sprawia, że jeden człowiek zaczyna od garażu i wkrętarki, a po latach buduje ogromną firmę, podczas gdy wiele innych osób w tym garażu zostaje?
I właśnie z tym pytaniem pracuję ostatnio przy stronie dla studia krajobrazu, której realizację właśnie kończę.
Na początku zrobiłam to, co robiłam przez lata. Rozmowa, materiały, oferta, porządkowanie informacji, SEO, czytelność, estetyka. Wszystko było poprawne. Klientka powiedziała „OK”, ja też patrzyłam i myślałam: „No, OK”. Tylko że czegoś brakowało.
I wtedy mnie olśniło: brakuje ludzi i ich wartości.
Moja klientka od początku mówiła mi: „My wchodzimy do ogrodu klienta i zostawiamy tam serce”. A ja próbowałam tę myśl zamknąć w sztywnej ofercie. Powstała więc strona elegancka, czytelna, uporządkowana i taka, którą Google będzie lubił. Tylko że gdzie w tym wszystkim był klient?
Zatrzymałam się i pomyślałam.
Czy odpowiednie SEO, układ i użyteczność strony to już całe projektowanie?
Nie.
Prawdziwe projektowanie zaczyna się wtedy, kiedy próbujesz zrozumieć, co naprawdę jest w środku. Kim są ludzie, którzy stoją za firmą? Jak pracują? Co jest dla nich ważne? Dlaczego robią to właśnie tak? Dla kogo chcą pracować? Co ich odróżnia, nawet jeśli sami jeszcze nie potrafią tego nazwać?
I właśnie to wyciągnęłam podczas pracy dla mojej klientki. Słowo po słowie znalazłyśmy sedno. Nie chodziło o kolejne „ładne” teksty, SEO czy idealnie poukładaną ofertę. Chodziło o serce tej firmy.
I nagle wszystko zaczęło pasować. Układ strony sam się wybronił. Teksty nabrały wyrazu. Nawet pojedyncze słowo w nagłówku zaczęło mieć znaczenie.
I to moje odkrycie postawiło mnie do pionu, nadało sens i zwróciło energię. A może nie odkrycie, tylko przypomnienie? Bo to wszystko już we mnie było. Gdzieś po drodze po prostu się zgubiło.
Bo często klient sam jeszcze nie wie, czego naprawdę potrzebuje. I właśnie wtedy zaczyna się moja praca, nie od układania materiałów, tylko od słuchania, pytania i szukania tego, co jest pod spodem.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię projektowanie stron.
Moja klientka jeszcze o tym nie wie, jak bardzo mi pomogła, ale podziękuję jej za to niebawem.
